Jak to jest być w ciąży…

Leżę sobie z brzuchem wywalonym na kanapie i mi dobrze. Wcale nie jest tak źle być w ciąży…. Za oknem piękna pogoda, lekki wietrzyk, góry prezentują się wzorcowo, a mi się oczki kleją… Gdyby tylko nie ta cholerna koparka za oknem pewnie już bym drzemała! W końcu na taką drzemkę sobie zasłużyłam!

Wstałam już przed 10, zjadłam śniadanie, udało mi się nie położyć spowrotem, ogarnęłam ogródek balkonowy, potem ten działkowy, ogoliłam nogi, przygotowałam sałatkowy obiad (m.in. z własnej sałaty i rzodkiewek!) no i w końcu trzeba było sobie trochę klapnąc i odpocząć… Coś słodkiego bym zjadła, ale zapasy już wyczyściłam, a do sklepu nie chce mi się iść… Może jabłko? Jabłko chyba też słodkie…Oczki się kleją, już by się zasnęło a tu…wstrząsy jakieś. Zerkam na moje brzuszysko, tą okrągła Łysą Górę. Niby jest spokojnie, ale to tylko zmyła, tak naprawdę to rzadko kiedy uśpiony Wulkan Energii… Który robi z moim brzuchem co chce, testując jego elastyczność do granic możliwości!

Ten Wulkan Energii to będzie nasza córeczka. O ile lekarz się nie pomylił… Jeszcze niecały miesiąc ma fikać brzuszne koziołki, a potem… Spotkanie twarzą w twarz, oko w oko… Taka to mini istotka ma być, 2 hantle po 2 kg, ale… jakiś strach mnie oblatuje, gdy myślę o tym spotkaniu…Polubimy się tak od razu, czy trzeba będzie przełamywać lody?

Ten strach… To chyba jakieś drugię imię ciąży! Pierwsze to radość. Żeby widząc dwie posikane kreseczki tak szczerzyć zęby w uśmiechu…? Toż to przecież nie szóstka w totka! Może i nie, może coś o wiele lepszego? Ten banan na twarzy trwa chwilę, po czym witamy się z drugim imieniem, strachem: A czy damy radę? A jak to będzie? A nasza wolność i swoboda? A wspinanie?

Po pierwszej wizycie u lekarza, który potwierdza, że ta mała kropka na ekranie to nowo powstałe życie wlatujemy po raz kolejny na orbitę szczęśliwości. Czujemy przypływ supermocy, dzięki którym poradzimy sobie ze wszystkim!

Kolejne dni i kolejna zmiana warty. Krwawienie, panika, wizyta u lekarza, jesteśmy wszyscy cali, ale czy wszyscy będziemy zdrowi? Strach kiełkuje w tempie ekspresowym rozrastając się w jakąś dziką dżunglę, z której nawet skrawka błękitnego nieba nie widać. Bezruch kanapowy i rozmowy ze zlepkiem komórek, no proszę wgryźcie się we mnie na całego i zostańcie z nami! I ta bezmoc. Najlepszą robotę odwalamy nie robiąc nic. Ciężkie chwile. Nie wiem czy faceci by tak dali radę.

Badanie USG
Badanie USG. Straszny potworek czy słodki bobas?

Kolejna wizyta, jest!, coś tam miga, mamy serducho, jesteśmy i dajemy radę! Nasz mały potworek ma już jakieś 4 cm! Tak tak, nie radzę oglądać za dużo obrazków z pierwszych tygodni ciąży, można się trochę przerazić. Czy z tych potworków naprawdę mogą urodzić się słodkie bobasy??
Zresztą, jakie bobasy? Na razie walczymy o to, żeby te cholerne nudności minęły choć na chwilę… Jak mijają na cały dzień to oczywiście stan pogotowia, strach atakuje!, pewnie coś nie tak z naszym potworkiem! Nie, wszystko ok, przeżyliśmy wspólnie już pierwsze 13 tygodni, na ostatnim USG potworek okazał się już cudownym 25g maleństwem fikającym koziołki na całego! Czy ono trenuje już piłkę nożną? Czyli jednak chłopak? Nie wiadomo…

Na zwolnieniu lekarskim wylądowałam 2 miesiące wcześniej niż planowałam, ze względów zdrowotnych. Nie wchodząc w szczegóły, jeśli jeszcze ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że ciąża to nie choroba to nie ręczę za siebie!

Początkowo wydawało się, że tak bez pracy, tyle wolnego…co ja z tym czasem zrobię? Nie wiem, gdzie ja widziałam problem..? W końcu udało się załatwić masę rzeczy, na które nigdy nie było czasu i… trochę złapać oddech i uświadomić sobie, że człowiek na co dzień jednak strasznie zapieprza. W pracy i po pracy… I że jak będzie dziecko to ten zapieprz jeszcze się zwiększy! Także cieszę się każdą wolną i spokojną chwilą, chilloutem na balkonie, długim spaniem i leniuchowaniem…

Dziewiąty miesiąc ciąży
Dziewiąty miesiąc ciąży. Spacery to makszmalnie 15-minutowe

Wczoraj stuknął mi drugi tydzień dziewiątego miesiąca. Spacery już nie są fajne. Wszystko już boli, znów mi się coś w odcinku krzyżowym poprzestawiało. Brzuch już ma rozmiar XXXXL. Odkryłam basen, ah to jak powrót do lekkości piątego miesiąca! Wspaniałe uczucie!! Dopóki przy wyjściu z wody nie zacznie działać grawitacja…

Siedzieć przy biurku też już nie mogę. Mała się buntuje i boksuje w pęcherz. Leżenie się Córeczce jak najbardziej podoba, można szaleć w każdą stronę, to nic, że przyszła Mamcia chciałaby spokoju… Całe szczęście, że w nocy się dogadujemy i całkiem dobrze się wysypiamy. Oczywiście jeśli akurat nie atakuje kolega Straszek, przedstawiając najgorsze scenariusze porodu, życie bez wspinania i w ogóle, same horrory…

Czasem mam taki koszmar, że Mała tak się rozbryka, że mój brzucho kiedyś pęknie po prostu a ona jak mały chochlik zerknie na mnie ze środka…

Ostatecznie jeszcze trzy tygodnie…

Dodaj komentarz