Pojedziemy na wycieczkę!

Znacie te poranki? Kiedy wstajecie (powiedzmy sobie szczerze, zostajecie obudzone…), za oknem słonko, zapowiada się piękny dzień, nie macie żadnych zobowiązań (oprócz dziecka oczywiście), więc w głowie kiełkuje ta wspaniała myśl: dziś zrobimy coś fajnego! Pojedziemy na wycieczkę, nad jezioro lub rzekę, na fajnie położony plac zabaw… Cokolwiek, byle nie codzienny standard podwórkowej tapety!

Pierwsza rysa na błyszczącej powierzchni tego dnia to dopołudniowa drzemka, która zaczyna się o pół godziny później… Nic to, może jednak się uda! Karolcia chyba podświadomie czuje, że coś się święci i budzi się już po godzinie.

Taki był mój wczorajszy plan, jedziemy na wycieczkę! Co prawda, nie było tak idealnie, bo jednak o godzinie 15 musiałyśmy stawić się u mechanika, ale przecież! Po drodze jest taki fajny wąwóz, zrobimy sobie spacer koło południa!

Podwórkowe zabawy

Nauczona doświadczeniem, jestem już gotowa do startu. Prawie wszystko mam już spakowane, za jakieś 5 minut możnaby ruszać! Jak wszyscy wiemy, prawie robi kolosalną różnicę… Przegapiam swoje 5 minut, by zapakować resztę, a w tym najważniejsze: Karolcię! A ten mały wulkan energii po wstępnym podrzemkowym otępieniu, znów podłączył się do prądu, w dodatku o wysokim natężeniu! Pół minuty i już siedzimy w piaskownicy, uciekamy przed mamą, atakujemy rowerek, generalnie, sprawdzamy w ilu miejscach jednocześnie damy radę być…

Mój poziom energii odzwierciedla ten od Karolci, ale ze znakiem przeciwnym… Ona plus, ja minus… Siedząc na piaskownicowej ławce, w pięknym słońcu, wiedziałam już, że pociąg do spaceru w wąwozie właśnie odjechał.

Właściwie macki tego strasznego Potwora, co zwie się Rutyna już mnie oplatały i powoli zaczynały się zaciskać… Ale ostatnim aktem rozpaczy wyzwoliłam się, zrobiłam szybką adaptację planu i… zamiast urokliwego wąwozu, wyszedł krótki spacer po lesie! Karolcia wyraziła swój entuzjazm głeboką drzemką, co bardzo było mi na rękę. Ja zaliczyłam trening kondycyjny w nieznanych mi rejonach, z nawet całkiem ładnymi widokami. Powiedzmy, że moja psycha odniosła zwycięską rundę w tej walce na ringu z codziennością. Jedna rundka, ale zawsze coś.

Wycieczka z dzieckiem, widoki całkiem przyjemne:)

U mechanika spędziłyśmy nietuzinkową godzinkę, próbując okiełznać naładowane na nowo baterie córeczki. Ze średnio pozytywnymi wiadomościami ruszyłyśmy w stronę domu. Za kierownicą wyobrażałam sobie kolejne popołudniowe godziny. Potworek Rutyna już machał do mnie ręką i pytał: Co tym razem, piaskownica przed domem czy plac zabaw za rogiem? Oto dylematy mamy…

Raz jeszcze postanowiłam zawalczyć. Wykorzystując uroki naszego miejsca zamieszkania, skręciłyśmy do pobliskiej wioski, oczywiście w stronę placu zabaw, ale takiego z naprawdę fajnymi widokami! Co prawda 10 minut stania w korku bardzo nadszarpnęło moją pewność co do słuszności podjęcia tej decyzji, ale… opłaciło się! Widoki przepiękne, dziecko wybiegane, dzień uratowany!

Plac zabaw z widokami, nie można narzekać!

Co prawda wieczorem padłyśmy oboje… Ale za to jakie piękne widoki utulały nas do snu!

A dziś kolejny pięknie zapowiadający się dzień. W piaskownicy już byłyśmy, drzemka właśnie trwa, a po południu może jakś wycieczka… Na rower? Na razie motywcja jeszcze jest…

Dodaj komentarz