Poranna kawa

poranna kawa

Pamiętacie te łikendy, kiedy w końcu można było się wyspać i poleniuchować w łóżku? A potem wstać, zaparzyć poranną kawę i delektować się nieśpiesznym śniadaniem? Coś Wam świta w głowie, coś się przypomina, ale jakoś tak jakby we mgle? Tak, to chyba musiały być te stare dobre czasy, kiedy jeszcze żadna z nas nie myślała o dzieciach. Kiedy żyło się beztrosko i w ogóle nie potrafiło tego docenić!

Dane mi było spędzić ostatnie kilka dni w tym leniwym rytmie samotności. Nasza córka jest na swoich pierwszych wakacjach u dziadków a ja mogę rozkoszować się ciszą i spokojem… Czymś czego nie pamiętam już od 14 miesięcy. Nie wiem jak u Was, ale u nas pobudki są wczesne, Karolcia wita nas już swoim uśmiechem o 6:30. Pół godziny później jest już umierająca z głodu, każda minuta oddzielająca ją od śniadania to jak nagorsza kara. Także próbując zaparzyć kawę, skupiam się głównie na jak najszybszym przygotowaniu płatków.

Voila, płatki na stole, córcia uratowana, ja w końcu mogę przygotować sobie kawę. Mmmm… Pycha. Szybka próba przygotowania płatków dla siebie kończy się sukcesem i z miną zwyciezcy zasiadam do śniadania. Tylko po to, by podzielić się swoją porcją z nienasyconym dzieckiem! Tak… przynajmniej kawa jest jeszcze ciepła. Szkoda tylko, że znów musimy zająć najmłodszym członkiem rodziny, bo przecież już dawno zjadł i on tutaj zaraz zwariuje siedząc dalej w tym swoim krzesełku. Więc idziemy umyć rączki, ząbki, a właściwie to już szybciutko na nocnik! Później trzeba dogonić córcię i przekonać do tego żeby znowu się ubrała… albo olać to wszystko na chwilę i dopić zimną kawę i zjeść na szybko te kilka łyżek płatków owsianych…

Wspólne posiłki z dzieckiem
Wspólne posiłki z dzieckiem

Leniwe śniadania i poranna kawa to jest to za czym tęsknię najbardziej. Od kilku dni czuję się jak na urlopie, choć przecież jestem w domu. Ale po co wyjeżdżać, skoro spokój mnie odwiedził? Może zostanie na dłużej? Na zawsze…?

Ta myśl mnie przeraża. Czy tak łatwo potrafię zapomnieć o ostatnich kilkunastu miesiącach? Czy tak w kilka dni potrafiłabym wrócić do swoje starego, spokojnego życia?? Zaczynam przeglądać zdjęcia Córci w telefonie. Taka słodka, taka kochana….

Łączymy się z mężem na Whatsappie, widzę Karolcię uśmiechniętą, która próbuje znaleźć Mamę schowaną w telefonie… I kłuje mnie coś w sercu i łzy płyną do oczu… Tęsknota ściska swymi łapskami moje wnętrze tak okrutnie, że czuję ciągnący ból… Znam go skądś… Tak, znam go z pierwszego roku znajomości mojego Męża. Kiedy musiał wyjeżdżać do pracy a ja zakochana po uszy zawieszałam wzrok gdzieś w przestrzeni, starając zapomnieć się o tym bólu z tęsknoty…

Kończymy szybko nas wideo czat. Nie dam rady tak rozmawiać. Jeszcze cztery dni i znów zobaczę moje kochanie!! Chrzanić poranną kawę!

Dodaj komentarz