Wiertki w tyłku

Mam tą okropną przypadłość: wiertki w tyłku. Nie w stadium najwyższym, ale dosyć wysokim. Nie wiem, na ile jesteście zaznajomieni z tym zjawiskiem. Jeśli słyszycie o nim po raz pierwszy, to poniżej krótki zarys tej dolegliwości.

Zamiast spokojnie, jak większość mam i rodziców, brać rutynę codzienności za rękę i zmierzać z nią wspólnie, spokojnym i przewidywalnym krokiem w przyszłość, ja… mam wiertki w tyłku. I nie mogę spokojnie usiedzieć na czterech literach, muszę coś zrobić, bo mnie w środku skręca. I muszę brać tą rutynę nie za rękę, tylko na klatę, a zamiast spokoju – mam boje!

Nie pytajcie się dlaczego tak mam. To pytanie zadaję sama sobie wystarczająco często. Prowadzi ono czasami (!!!) do dwóch czy trzech dni na d…, by potem znów poddać się wiertkom!

Sanki z dzieckiem
Sposób na szybką utratę pociążowych kilogramów i uspokojenie wiertków: sanki z dzieckiem

We wszystkich książkach i internetach głoszą: rutyna to największy przyjaciel dziecka. No dobra, a co z matką?? Jakoś te matki zazwyczaj się ignoruje. Albo przynajmniej przenosi na margines. A one budzą się i… zaczyna się kolejny Dzień Świstaka.

Często, po tych moich szarpanych dniach, które wyrywam Rutynie, pytam samą siebie: czy naprawdę było warto? Tak się śpieszyć, planować, pakować, zmieniać plany na bieżąco (jak to z dzieckiem…), po to tylko, żeby zobaczyć coś innego niź podwórko i lokalny plac zabaw? Czy one napradwdę są takie straszne?

spacer z dzieckiem
Spacer z wózkiem: 300 metrów przewyższenia przy 34°C. Nad jeziorem miało być chłodniej…

Często wydaje mi się, że nie ma to sensu. Próbuję rozmawiać z moimi wiertkami… Niestety, one odpuszczają dopiero, gdy wieczorem kładę się totalnie wykończona do łóżka…

Pogodziłam się już z tą moją przypadłością. Ale powiem szczerze, że często zazdroszczę tym, którzy wiertków nie znają. Czy tylko tak mi się wydaje, że dla nich to macierzyństwo i rodzicielstwo jest trochę mniej stresowe?

Dodaj komentarz